O Akademii Sztuk Pięknych - początek
Krzysztof Powałka
Od samego początku studiów nurtuje mnie pewien problem, a mianowicie nie zadawalający, według mnie, stan współczesnego malarstwa, oraz fakt, że Akademia Sztuk Pięknych, jako instytucja, nie przygotowuje adeptów sztuki malarskiej w sposób właściwy. Zastanawiając się nad tym problemem, byłem zainteresowany opiniami innych studentów. Ankiety, które zrobiłem wśród uczniów katowickiej Akademii Sztuk Pięknych, miały charakter wywiadu środowiskowego i dotyczyły pracowni malarskich oraz warsztatu malarskiego. Wyniki pokazały jak duże są różnice pomiędzy wyobrażeniami, a zderzeniem z rzeczywistością pracowni. Zacząłem się zastanawiać się co jest przyczyną tego, iż studenci kończąc Akademię Sztuk Pięknych, na kierunku malarstwo nie są pewni swojego warsztatu malarskiego a co za tym idzie nie są pewni swojego malarstwa. Po kilku latach własnych przemyśleń, wielu rozmowach z ludźmi sztuki, czytania literatury, skłaniam się coraz bardziej do stwierdzenia iż, ?Szkolnictwo artystyczne przeżywa głęboki ? najpoważniejszy chyba w swoich dziejach ?kryzys. Czegóż bowiem uczyć, gdy wolno wszystko, gdy sztuki już wcale nie muszą być ?piękne?, gdy zatarto gatunkowe różnice między ?sztukami rysunkowymi? (nazywanymi tak przez założyciela pierwszej Akademii Vasariego): malarstwem, rzeźbą i architekturą, gdy dziełem sztuki może być każdy przedmiot arbitralnie wybrany przez artystę??
?Całość edukacyjnych zagadnień i celów akademii należy widzieć w perspektywie podupadłego prestiżu, autorytetu i statusu mistrza. Przynajmniej w obszarze uczelni. Nie ma tu innych ? poza wielowiekową tradycją tego środowiska ? rozwiązań. [?] warto przyjrzeć się nieco zasadom jakie obowiązywały w procesie wychowania młodych twórców w czasach poprzedzających największy rozkwit wszelkich sztuk plastycznych, aby móc skonfrontować je z obecną sytuacją w tej dziedzinie i może odpowiedzieć sobie na pytanie, czy nie gubimy pewnych istotnych dla tego wychowania wartości. [?] Największym zagrożeniem wydaje się lansowanie lub tylko przyzwalanie studentom na niechlujstwo różnych kategorii. Zasadniczym z pewnością zaniedbaniem jest sytuacja, w której dojść może do ?ubierania? w szaty awangardy zwykłej akademickiej niedoskonałości. Słuszne zapewne są obawy związane z tolerowaniem, a może wyrabianiem u studentów nastawienia, że najważniejsze jest, dążenie do tzw. kreatywności za wszelką cenę, czasem mimo braku podstawowych umiejętności swobodnego obrazowania otaczającego nas świata. Podobnie przekonująco brzmi opinia, że w uczelni artystycznej potrzebne jest zerwanie ze sztucznym tolerowaniem każdego, jakoby nie dowolnego i domorosłego ? pomysłu na dzieło. Z czym wiąże się konieczność odzyskania naturalności jej misji zgodnej z fundamentalnymi założeniami, by uczyć pozbywania się błędów, wyposażyć w bogate środki wyrazowe, rozwijać i ćwiczyć w dążeniu do doskonałości.?
We współczesnej Akademii cała praca związana z edukacją uczniów na kierunku malarstwo, została złożona na barki pracowni ? na profesorów i ich asystentów. Po zapoznaniu się z różnymi programami pracownianymi łatwo można stwierdzić, iż dominują tutaj dwa założenia, dwa cele. Pierwszym jest nauka warsztatu drugim zaś otwartość pracowni na indywidualizm studenta w podejściu do malarstwa, bez narzucania rygorów.
W mojej opinii akademia sprawy rzemiosła malarskiego traktuje po macoszemu, albo bardzo często wręcz je pomija, pozostawiając studentów własnemu rozwojowi. ?Otwartość pracowni? natomiast jest pojęciem bardzo ?płynnym?, na który składa się wiele czynników. Jak konstrukcja psychiczna osobowości danego profesora, jego doświadczenia życiowe, wiedza czy choćby ?moda? aktualnie panująca w świeci sztuki. Faktem jest, iż w relacji uczeń ? nauczyciel, bez względu na rodzaj ?zadania? artystycznego to pedagog ma ostatni głos. Niepokojącym, według mnie, problemem jest sytuacja kiedy student już we wczesnym okresie własnej twórczości, a za taki uważam pobyt na uczelni, chcę być ?dojrzałym artystą?, na co jest pozwolenie profesorów. Wydaje mi się, iż czas ten powinien być poświęcony na naukę rzemiosła artystycznego, ćwiczenie ręki i oka oraz obserwacje otaczającego nas świata. Według mnie jest to baza i podstawa do dalszej owocnej pracy twórczej, poakademickiej. Błędem jest, w moim odczuciu twierdzenie, iż nauka malarstwa w Akademii Sztuk Pięknych powinna opierać się tylko na pobudzaniu twórczym, rozwijaniu wrażliwości czy stymulowaniu rozwijającego się talentu. Oczywiście jest to niezbędne, ale bez gruntownej nauki rzemiosła, nigdy nie wyda owoców, w postaci artystów w pełni ukształtowanych i świadomych swoich umiejętności. Jak mawiał Kant ?sztuki nie da się nauczyć?, można nauczyć, w tym przypadku, rzemiosła malarskiego bo przecież tylko znajomość ?[?] artystycznego kunsztu nada dopiero realny i komunikatywny wyraz natchnieniu?
Nie wolno zapominać, iż żyjemy w ?Magicznym świeci konsumpcji?, gdzie wszystko chce się mieć szybko i łatwo, gdzie jedynym bożyszczem jest pieniądz i środki materialne, gdzie nie ma czasu ani możliwości, nawet na chwilę zamyślenia? Świat ten ma ogromny wpływ na sztukę, jedno bez drugiego nie może istnieć.
Faktem jest iż współczesna Akademia jest częścią dzisiejszego świata sztuki w tym także malarskiego, który dopuszcza bardzo często skrajne przypadki twórczości ocierające się o absurd. ?Dzieło sztuki stało się takim samym towarem jak samochód czy tona ziemniaków. Artystę rzuca się na rynek jak jedną z nowości. Potężna reklama w mediach robi swoje. [?]
Artysta musi być koniecznie medialny a jego dziełu dorabia się wymyślne teorię.?
Sądzę, iż nędza sztuki współczesnej w tym także malarstwa wynika głownie z ducha czasów w których żyjemy. Upadek malarskiego rzemiosła i niedostateczne przygotowanie młodych adeptów sztuk pięknych tylko pogarsza i marginalizuje malarstwo w obszarze sztuki współczesnej. Moje wieloletnie rozmyślania na ten temat zaowocowały powstaniem cyklu obrazów pdt. ?Problemy malarstwa ? muza opuszczona?. Do zobrazowania tak złożonego problemu jakim jest malarstwo posłużyłem się problemami dojrzałych kobiet. Po wielu rozmowach z przedstawicielkami płci pięknej skłaniam się do stwierdzenia iż odtrącenie, samotność, którego doświadczają wraz z uciekającym pięknem ? atrybutem kobiecości tworzy dramat, którego bardzo często mężczyźni nie są, w stanie zrozumieć. Kobiety w tym bardzo trudnym okresie potrzebują wsparcia, zrozumienia i opieki, niestety bardzo często spotykają się z niezrozumieniem nawet wśród najbliższych. W tego typu sytuacjach większość mężczyzn mających problem z wyartykułowaniem swoich emocji w sposób czytelny, co według mnie bardzo często wiąże się z niemożnością udzielenia najprostszej pomocy swoim towarzyszką życia.
Sądzę, iż tą sytuację można odnieść do współczesnego świata malarskiego. Muza, bogini grecka, która towarzyszyła pokoleniom malarzy, od starożytności będąc ich natchnieniem, pomysłem, inspiracją, dziś przeżywa, według mnie swój okres przekwitania.
Przez lata pokolenia malarzy, ?błądziły?, bardzo często płacąc za to najwyższą cenę w poszukiwaniu swoich ?muz?, ale nigdy nie zapominano o kunszcie artystycznym i samodoskonaleniu. Uważam, iż we współczesnym świecie malarskim jest inaczej. Dziś to ?muza? szuka swoich przedstawicieli, znajdując ich, według mnie równie często, jak to miało miejsce przed setkami lat. Tylko, że opieka, troska i bardzo często odwaga w relacjach z dzisiejszą ?muza? wiąże się z olbrzymią pracą, pokorą i cierpliwością. Dokładnie tak jak kiedyś, z tą różnicą, iż dzisiejszy świat słowa ?cierpliwość i ciężka praca?, zastąpił słowami ?szybko i bez wysiłku.? ?Prąd współczesnej sztuki, przepływa przez cały glob i porywa rzeczy lekkie, porywa ? jak pisał Zbigniew Herbert ? śmieci, które uzyskują rangę sztuki, a ponieważ i to da się sprzedać, więc ten humbuk trwa. Artysta nie musi się kształcić i pocić nad rysowaniem jabłka na talerzu.? Nikt, po za kilkoma wyjątkami nie będzie tracił czasu na coś co można zrobić szybciej, łatwiej, z minimalnym wkładem pracy. Jaki sens ma wielogodzinne, uporczywe, samotne stanie przy sztaludze, oraz próby pokonania kolejnego etapu wtajemniczenia malarskiego, jeśli można ten czas spędzać na wernisażach, bankietach oraz artystycznych zjazdach? I tam szukać odbiorców chętnych na każdy przejaw sztuki. Jeśli tego typu rzetelna praca w zestawieniu z pracą zrobioną szybko, niechlujnie, daje podobne efekty i możliwości sprzedaży, jest ona na pozycji przegranej. ?Nabraliśmy szczególnego przyzwyczajenia, by za miernego uważać każdego artystę, który u początków swej kariery nie szokuje i nie jest przedmiotem obelg i kpin.? Jest to smutne, ale według mnie, ?muza?, dawne natchnienie malarzy, została przez nich opuszczona a razem z nią, malarstwo ze swoją pasją poznawczą odeszło w niebyt. ?Na ołtarzu sztuki stoi teraz dolar. Duch i poezja wypłoszone z kupieckiego świata uleciały gdzieś za kometą Halleya, może wrócą z nią za lat kilkadziesiąt. Tymczasem rodzi się cicha nadzieja, kiedy zajechawszy pod Luwr, Prado czy Ermitaż widzimy kilometrowe kolejki widzów spragnionych kontaktu ze sztuka żywą, sztuką wielką wyselekcjonowaną przez surowego, ale sprawiedliwego arbitra, jakim jest czas. Waga tej wspaniałej tradycji, zadecyduje w przyszłości o nowym renesansie, spowoduje, że artysta znów spojrzy okiem dziecka na otaczający nas świat.?
M. Poprzęcka ? ?Akademizm?, Wyd. Artystyczne i Filmowe, Warszawa 1989, s. 52.
P. Głowacki ?Akademia, akademizm i awangardy? http://www.konduktorownia.eu 16.05.2008
S. Szuman ? ?O sztuce i wychowaniu estetycznym? , Warszawa 1975, str. 35
M. Adamczyk ? ?Porozmawiajmy o sztuce?, ?Nieco o impresjonistach?, magazyn ?PrzeglÄ…d Powszechny?, Warszawa 2003, nr 1.
M. Adamczyk ? ?Porozmawiajmy o sztuce?, ?Nieco o Impresjonistach?, magazyn ?PrzeglÄ…d powszechny?, Warszawa 2003, nr 1.
P. Valery ??Degas, taniec, rysunek?, ?Rzeczy przemilczane? ? Warszawa 1974, str. 102
M. Adamczyk ? ?Trzy nogi Pietera Bruegla? Wyd. Arando , Warszawa 2007, str. 247